MOJE NAJNOWSZE PRACE

Jestem szczęśliwa.
Myślę, że to ważne, gdy tworzę coś, co powinno cieszyć i budzić dobre emocje. Jakkolwiek dni bywają różne, inkrustowane czysto ludzkim nastrojem, czasem radością, niekiedy przygnębieniem, to jednak rzeczy, które wychodzą spod mojej ręki, niosą w sobie to niezmienne poczucie szczęścia.

Każdy taki przedmiot zamyka w sobie ulotną chwilę mojego życia. Zapamiętuje zapach herbaty, melodię albo rysę światła za oknem- wszystko, co towarzyszyło mi w chwili twórczej.

Nie znajdą Państwo u mnie rzeczy masowych. Każda z nich jest pojedynczym egzemplarzem i powstaje od podstaw. Nie są to również produkty fabryczne, wygładzone i bezwzględnie idealne, choć zawsze staram się dopracować całość z niezwykłą starannością. Większość prac powstaje intuicyjnie i jest odzwierciedleniem potrzeby chwili. Sporadycznie projektuję na papierze. Wizja powstaje w myśli, niejednokrotnie w czasie pracy ożywa, przechodzi metamorfozy. Czasem efekt końcowy zaskakuje mnie i to jest najwspanialszy moment.

Szukanie odpowiedniego kamienia do projektu bywa niekiedy, jak szukanie „serca biżuterii”. Wtedy prawdziwego sensu nabiera słowo „unikatowa”, używane w odniesieniu do niej. Nie oznacza, że jest taka nieziemska, lecz raczej, że ma w sobie coś, co było znamienne dla przedmiotów jeszcze kilkadziesiąt lat temu- a mianowicie „oczekiwanie” na TO wymarzone, wytęsknione.
Dzisiaj przedmioty wyrzuca się bez sentymentów i skrupułów – zbyt łatwo można odzyskać podobny lub taki sam w procesie masowej produkcji.

Chciałabym, aby biżuteria wykonana przeze mnie cieszyła, drgała marzeniami, pozwalała pamiętać, że wszystko wokół nas, tak misternie utkane, zazębia się za siebie- listek, śnieg, kamień, człowiek. Przedmioty tworzone z pasją noszą w sobie cząstki emocji i choć są tylko materią, mogą ożywić to, co w nas najbardziej ulotne i wartościowe.
Zapraszam serdecznie.

Kornelia Sus

Pierścionki

Ulotna chwila

  • Tak znienacka, tuż zza słonecznego winkla, wyskoczyła jesienna opowieść. Rano otwieram drzwi kuchni na całą szerokość, by wpuścić do środka ogród, by zaprosić go po nocy na śniadanie. I oto pierwszy wciska się nieproszony chłodek, podszczypuje mnie na powitanie w zaspane bose stopy: „Dzień dobry, dzień dobry.” No cóż, przybył w końcu, z daleka. Przyprowadziła go ze sobą Poranna Wilgoć. W jesiennym orszaku kroczy już cała świta, macha mi ręką z oddali: Mgła w różowych tiulach, Pan Przymrozek w koronkowym żabocie, ponury siwy Pan Mżawka. I Senny Półmrok kroczy z nimi somnambulicznie. Wpuszczam ich, jak co roku, w cyklicznym święcie jesiennym. Przy stole, obok słońca i kolorów, jest miejsce i dla nich. Tylko wtedy cykl Natury zamyka się w zgrabną całość, dokłada ostatnie puzzle do barwnej układanki.  

    8 października 2020

  • Siadam na schodach przed kuchnią, gdzie ogród otwiera się co rano zroszonym widokiem. Od dwóch dni deszczowo i zimno. Nagle jakoś tak kawa zbyt szybko stygnie w kubku, wokół kostek owija się zimnymi wstążkami jesienny chłodek. Przychodzi zawsze niepostrzeżenie, jak obcy akord w słonecznej melodii. Ziemia już pachnie inaczej – wilgocią puszystej pleśni, zielskiem chylącym się do snu. Choć sadów soczystych, wybrzmiałych gorącem jeszcze trochę po drodze, to już gdzieś w zakamarku serca tli się ten niepokojący sen o zimnie, o zimowych popołudniach naznaczonych ciszą, półmrokiem i blaskiem świec, które są namiastką słonecznego ciepła. Po wybrzmiałych fanfarach lata sączy się z oddali subtelna melodia mroku. I na jej tle wyraźniej słyszę własne myśli.

    2 września 2020

  • Po zmierzchu lipiec ścieli obłoki srebrzyste. To prolog przed nocnym spektaklem nieba. W lecie częściej wzrok sięga w nieskończone przestrzenie usiane gwiazdami, planetami, satelitami, błyskiem brokatowej tajemnicy galaktyk. „Księżyc – „gwiezdny pustelnik”, wędruje co noc.

    10 lipca 2020

  • A co, gdy miniemy już? Wszyscy i wszystko? Filiżanki pełne kawy, lustra patrzące na umyte twarze – uśmiechnięte lub zmięte nocą pełną myśli? A co, gdy ucichną asfaltowe wstęgi, plaże zapełnią się czystym szumem fal i piskiem mew? Gdy znikną wszystkie ślady butów, pośpieszne kroki wśród tylu Ważnych Spraw? Zarosną wycięte scyzorykiem imiona piętnujące brzuchy drzew, zbledną barwne graffiti, zarosną bluszczem, zaścielą się mchem, jak pleśnią, zagłuszy je pieśń ptasia i pszczele bzyczenie. Planety i gwiazdy krążyć będą w swym wiecznym tańcu, spięte okręgami orbit, jak obrączkami. Echo wszechświata powtarzać będzie wspomnienia.

    3 czerwca 2020

  • Czasem idziemy osobno. Czyli obok. Ręce dotykają drzew. Wieczność głębsza niż nieświadomość końca. A na kłębku życia rozwarstwia się nitka. Księżyc zagląda poprzez jej oczka. Echo miasta powiela mnie co noc. Piach niesiony gęsto zaściela moje sny.

    22 kwietnia 2020

  • Pierwsze główki przebiśniegów kołyszą się dźwięcznie pod oczarem. Wiatr nimi dzwoni, jak dzwonkami, jakby ogłosić chciał przerwę w zimie. Lekcje hibernacji – odrobione, krótkie dni – odbębnione, twardy zimowy orzech ziemi – powolutku rozgryza coraz cieplejsze słońce. Pustoszeje wrzawa w karmniku. Tu i ówdzie przysiadło piórko na gałęzi wyczesane z zimowej ptasiej odzieży. Zostanie na potem, na za chwilę, gdy przyda się na miękką kołderkę ułożoną pod ptasim dziecięciem. Już niedługo, już za rogiem, za dni garstkę, przyjdzie pora budzącego się życia.

    20 lutego 2020

  • Gdzieś w środku nocy i dnia, stojąc nad zimną taflą jeziora, niebo zagląda sobie w twarz. W zamglonych lodem wodach ścieli się – zimowe, sprężyste i twarde od wiatru, z chrzęszczącymi obłokami, które toczą różowy dywan świtu, jakby chciały otulić ścieżki ciepłą tkaniną. Szorstką skórę ziemi pokrył biały śnieg. Pod spodem płynie wolno czas, gęsty, jak miód, stężały od zimowego snu. Uśpione oczy nieba patrzą zdumione w zastygłą duszę jeziora.

    22 stycznia 2020

  • Kilka nocy temu księżyc świecił, jak wielka bania, w której roi się światło. Prawie szeptał na ucho o zimie. Drobne igiełki mroźnego światła kłuły soczyście granatową noc. Dzisiaj za to świt budził niebem w ogniu, płonął żółtopomarańczowym blaskiem. Wciąż jednak trawa świeci zahibernowaną zielenią, w której przecież życie ucichło, może co najwyżej mysz przebiegnie przebudzona na chwilę. W pamięci mam oszronione szyby, zasypany bielą świat, upchany ciszą, jak waciakiem. Brakuje mi widoku paprociowych ogrodów na oknach, skrzypiącego pod nogami zimowego brokatu, więc odgrzebuję w pamięci zimowe pocztówki namalowane w dziecięcym sercu.

    18 grudnia 2019

  • Coraz bardziej nieśmiałe poranki. Blade światło układa trawy do snu. Na biegunach dnia szykuje się oczekiwanie, niejasny trzepot w piersi, coś jak tęsknota – ulotne i cierpkie, tlące się pod splotem słonecznym. Czas spowalnia, wieczór się zagęszcza, serce nasłuchuje skrobania mroźnych iskier.

    30 października 2019

  • Słońce nisko już wędruje, dłużej rankiem zagląda pod korony drzew, siada na ziemi gwarnym stadem migoczących plamek światła. Pod pierzynką świtu jeży się rosa na uśpionych włoskach trawy, szepcze do ucha powolnym żukom. Wejścia do norek zamykają się – listkiem, sosnową igłą, patyczkiem skrzyżowanym na zimowe szczęście. Upchane szczelnie mchem i owocami głogu, nasionami traw i krzątaniną. Jeszcze trwa jesienny pośpiech, by zdążyć ukryć przed zimnem bezpieczne przetrwanie. A my chwytajmy kolory, już pokazują się czerwienie. Smakujmy poranki ze słońcem, które głaszcze cieplutko.

    2 października 2019

  • Lato cichnie, ale kolory wysycają się dojrzałymi odcieniami. Wszystko nadal rozpędzone i śpiewne – łąki, owady i drzewa. Zanim pierwszy chłodny świt zatrzyma ten bieg, minie jeszcze wiele nocy. Więc póki co, cieszmy oczy brzmieniem barw w ostatnich taktach letniej melodii.

    2 września 2019

  • Tam, gdzie najmiększe mchy, gdzie ścieli się granatowy i malachitowy cień, gdzie tuli się zapach paproci do ziemi, kiełkują nasionka ciszy. Rosną jak wiotkie nici jedwabiu i gdy przysiądzie się na chwilę, pną się wolniutko od stóp ku górze. Deszcz posypał je szklanymi koralikami, nakarmił wilgocią i zmierzchem. A rano, pierwszy promień światła podrapał pod brodą, wyciągnął za noski z mięsistych, sennych wspomnień. Siedząc pod drzewem, bez butów, bez słów, dotykam serca lasu. Pozwalam się obrosnąć ciszy.

    8 sierpnia 2019

  • Lato sprzyja błękitom, które niosą myśli ku wiatrowi i tam, gdzie niebo przegląda się w lustrach – w gładkich bez zmarszczek taflach jezior i niepokornych, tańczących strumykach. Czasem w kałuży, a czasem w donicy z wodą, na której przysiadła osa, by spijać łapczywie ten błękit.

    15 lipca 2019

  • I tak oto nastał czerwiec. Po ulewnym i zimnym maju przyłożył do ziemi gorące, słoneczne żelazko. Wszystko, co do tej pory tkwiło uśpione chłodem, wyciąga szyję ku nagrzanym obłokom. Pszczoły huśtają się na dzwonkach, mrówki roznoszą lepką słodycz po swoich autostradach, róże nieśmiało pokazały środek serca, a wieczorem… A wieczorem zapach jaśminu zakrada się w każdy zakamarek, każdy sekret i myśl cichutką. Zawija się na włosach, siada gęstymi wstęgami na chłodnej trawie, zasiewa czułe sny.

    6 czerwca 2019

  • Przyszedł deszcz, ten ciepły, szeleszczący popołudniowym słońcem. Ogród ożył przepychem odcieni, rozwarstwił się na wielokrotność niuansów zieleni z domieszką młodzieńczej jaskrawości, krzykliwej, ożywczej, przepychającej się łokciami ku życiu. Szumią i drgają puszyste, miękkie czupryny klonów, zwiewne woalki brzóz i lip, kędzierzawe i nastroszone gęstwą głogi. Osypują się z białych i różowych falbanek magnolie. Nadchodzą młodzieńcze fiolety bzów. I tak gęstnieje życie za oknem. Co rano ogród coraz bardziej panoszy się zachłannie, jakby chciał połknąć dom z bielonych ścian, jakby chciał go otoczyć i ukryć na zawsze.

    24 kwietnia 2019

  • Ziemia wierci się niecierpliwie od kiełkujących roślin, od łebków owadzich wystawiających czułki spod grudek i mchu. Słońce zagląda pod ocienione zimą skrawki ogrodu, jakby chciało zedrzeć kołdrę ze śpiących jeszcze połaci. Wiosna idzie śmiało, już nic jej nie zatrzyma.

    19 marca 2019

  • Daleko stąd Ziemia wydaje się być kolorową niebieską kulką rozświetloną w kosmicznej czerni. Daleko stąd dryfuje plankton gwiazd i planet, kwazarów i pulsarów, księżyców i wiatraczków galaktyk. Po drodze czarne dziury i horyzonty zdarzeń, do których chyba tylko umysły astrofizyków potrafią zajrzeć i nie utonąć. Daleko stąd, gdzie nie sięgają teleskopy, sięga wyobraźnia. Co tam znajdzie? I co jest jeszcze dalej?

    7 marca 2019