O mnie

 

Kiedy tworzę biżuterię, to jest to przede wszystkim środek wyrazu, język, za pomocą którego chcę nazywać świat widziany moimi oczami. I tak najprościej mogłabym opisać to, co robię i w jaki sposób to powstaje. Słucham instynktu, potrzeby chwili,  tęsknoty za utrwaleniem w przedmiocie tego jedynego momentu
z mknącego strumienia zdarzeń. Wciąż mnie zadziwia misterność Natury. Skrupulatnie utkane zależności, szum życia biegnącego w trawie i szczelinach Ziemi, doskonała harmonia zazębiających się procesów, rodzenia się i umierania, odnowy i odejścia, życia i śmierci. Koronkowe tkanki liści i i aksamitność kwiatów, impresje kolorów zmierzchu i świtu, efemeryczność chmur i siła wiatru, którego przecież nie widać, gdyby nie gałęzie drzew i wzburzone wody.

 

 

 

 

Kiedyś byłam tak mała,
że nie potrafiłam objąć świata
ani okna, ani płachty nieba.
Oczy miałam tak zielone,
że aż niebieskie,
jak ogromny latawiec zrobiony  z wiatru.

Dziś, gdy przeszłam już kawałek swojej drogi, jak każdy, noszę w sobie utrwalone w pamięci obrazy chwil, wdrukowane w nie emocje, zapachy, wspomnienia. Nadal nie potrafię objąć świata. A może nawet bardziej. Nieustająco zadaję sobie pytanie skąd i dokąd idziemy, co jest po drugiej stronie albo na końcu drogi. Świadomość galaktyk zawieszonych miliony mil nad nami przyprawia mnie o dreszcz i daje dobry dystans do tego, co tu i teraz.

 

 

Codzienność jest sumą chwil, a każda ma swój ciężar – kiedy gotuję obiad lub podlewam rośliny
w ogrodzie, kiedy idę niosąc zakupy lub gdy pochylam się nad martwym ptakiem albo gdy jem kanapkę
z miodem. Kolor i forma są jak magnes, potrafią mnie zatrzymać. Dostrzegam krzątaninę pszczoły, która przebiera w pręcikach kwiatu. I świat nasz, w kropli rosy, odwrócony do góry nogami.

 

 

 

 

 

 

Światło i mrok są jednakowo potrzebne. A ich przeciwstawność i kontrast zmieniają perspektywę odczuwania. Ta sama rzecz bywa zupełnie inna w nocy niż za dnia, jeszcze inna w srebrnym blasku zimy albo w świetle, które rozwarstwia się na barwne pasma. Słońce i Księżyc wyznaczają rytm, są podziałką czasu.

 

 

 

 

 

 

 

Wszystko jest częścią niekończącej się sagi. O tym, co trwa w chwili obecnej i o tym, co trwa jedynie
w pamięci. Także o  towarzyszach drogi – moich najbliższych i zwierzakach, również tych spotkanych przypadkiem. W takich chwilach czerpię radość z patrzenia na więź.

 

 

 

 

 

 

 

To takie momenty, gdy czuję, że pies, kot czy inne stworzenie obdarza mnie zaufaniem,  a ja je ochroną.
I choć tak różnym językiem mówimy, to wiąże nas nić, cieniutka strunka przypinająca do tej samej planety.

 

 

 

 

 

 

 

Ziemia obdarza obfitością. Codziennie nastawiam uszu, słucham i patrzę, dotykam. Przytulam się do świata wszystkimi zmysłami. Stamtąd pochodzą moje opowieści. Składam je, jak barwny witraż. Albo maluję pędzlem. Srebrem i minerałami – barwnymi klejnotami Ziemi. Można je zapisywać  śmiechem, milczeniem, łzą albo pamięcią, czułą, jak droga przez las.

 

 

 

Kornelia Sus

Koszyk
Przewijanie do góry